Pierwszą książką, którą chciałabym Wam polecić w ramach marca z fantastyką jest "Z mgły zrodzony", który został przeze mnie przesłuchany już jakiś czas temu. Jest to powieść naprawdę warta przeczytania/przesłuchania i jak dla mnie jest świetną opcją na początek przygody z tym gatunkiem.
Wkraczając do świata powyższej powieści zastałam świat, w którym przez tysiąc lat popiół zasypywał Ostatnie Imperium, a roślinność znacznie odbiegała od tej, która jest nam znana. Przez te tysiąc lat skaa wiedli niewolnicze życie, w nędzy i strachu służąc Ostatniemu Imperatorowi, który posiadał władzę absolutną i rządził oraz stosował terror niczym niezwyciężony bóg. Nadzieja została porzucona już tak dawno temu, że nie pozostało jej nawet wspomnienie. Jednak pokryty bliznami pół-skaa (Kelsier) odkrywa ją na nowo i wykorzystuje swoje talenty w intrydze, która ma pozbawić tronu i władzy samego Ostatniego Imperatora.
Jednak historia książki toczy się głównie wokół Vin - nastolatki, która jest uliczną złodziejką i członkinią bandy skaa. To głównie z perspektywy tej zaradnej dziewczyny poznajemy wykreowany przez autora świat. Dziewczyna przeżyła w nim tak długo nie tylko dzięki swojemu sprytowi, ale również dzięki wyjątkowym zdolnościom, które w świecie Ostatniego Imperium są bardzo przydatne. W pewnym momencie drogi Vin i Kelsiera się spotykają i oboje wraz z resztą szajki podejmują działania, które mają na celu wzniecenie rewolucji i obalenie Ostatniego Imperatora.
~*~
Do lektury tej książki podchodziłam z ogromną nadzieją, ale też i lękiem, że przez duże oczekiwania zwyczajnie zawiodę się na tej historii. Jednak z każdym rozdziałem przekonywałam się, że "Z mgły zrodzony" będzie jedną z najlepszych książek, które czytałam.
Sanderson stworzył niezwykle złożony i mroczny świat, w którym osadził historię o ogromnej odwadze, oddaniu, poświęceniu, nadziei, przyjaźni i miłości. A to, że ta opowieść została osadzona w takich, a nie innych realiach tylko nadało jej wyrazu i sprawiło, że wsiąkłam w nią bez reszty. Jest to jedna z tych powieści, które bardzo przeżywałam, przez co nie mogłam spać, bo myślałam o tym co danego dnia przesłuchałam. Bardzo szybko przywiązałam się do bohaterów, którzy na dobre rozgościli się w moim sercu i w momencie, w którym kibicowałam im naprawdę mocno...ginęli. To nie raz łamało mi serce wywołując łzy w oczach, jednakże musiałam się szybko pozbierać ze względu na liczne zwroty akcji, które nie pozwalały mi się zbyt długo zatrzymać nad tym co właśnie się wydarzyło. Autor nie miał dla mnie litości - ilość zawałów serca, które przeżyłam podczas słuchania "Z mgły zrodzonego" jest naprawdę spora i mam nadzieję, że w "Studni Wstąpienia" będę już bardziej odporna na plot twisty.
Dodatkowo w przypadku powyższej historii jedna tajemnica to za mało. Często kiedy myślałam, że już całkiem dobrze poznałam się z poszczególnymi bohaterami, działo się coś takiego, że szerzej otwierałam oczy ze zdumienia.
Jeszcze zanim skończyłam słuchać tą książkę wiedziałam, że to jest jedna z najlepszych powieści fantasy, którą miałam w rękach i wiem, że dość szybko sięgnę po kolejne części.
Dodatkowo w przypadku powyższej historii jedna tajemnica to za mało. Często kiedy myślałam, że już całkiem dobrze poznałam się z poszczególnymi bohaterami, działo się coś takiego, że szerzej otwierałam oczy ze zdumienia.
Jeszcze zanim skończyłam słuchać tą książkę wiedziałam, że to jest jedna z najlepszych powieści fantasy, którą miałam w rękach i wiem, że dość szybko sięgnę po kolejne części.
W "Zrodzonym z mgły" dopracowany jest każdy detal oraz wątek - do tego stopnia, że kiedy dwójka bohaterów zakochuje się w sobie zaczęłam im kibicować i żałowałam, że Sanderson tak mało miejsca poświęcił właśnie temu wątkowi. Ci z Was, którzy mnie już trochę znają być może wiedzą, że nie przepadam za wątkami romantycznymi, więc jak już jakiś tego typu wątek mi się podoba to znaczy, że jest naprawdę dobrze. Z drugiej strony doskonale zdawałam sobie sprawę, że mimo tego co myślę to w tym przypadku również proporcje związane z wątkiem miłosnym są świetnie wyważone. A skoro już jesteśmy przy wątku romantycznym to zdradzę Wam w sekrecie, że w tej książce znalazłam kolejne trzy postaci, które pokochałam na równi z panem Darcy z "Dumy i uprzedzenie", panem Rochesterem z "Jane Eyre" oraz Olafem Rudnickim i Samarinem z serii "Materia Prima".
~*~
Zarówno "Do gwiazd", jak i "Z mgły zrodzony" sprawiły, że Sanderson zyskał u mnie duży kredyt zaufania, przez który dołączył do grona moich ulubionych pisarzy ever. O tej książce mogłabym pisać jeszcze długo rozwodząc się nad świetnie rozbudowanym światem, relacjach między bohaterami czy tym jak bardzo upierdliwa byłam dla ludzi, kiedy chcieli oderwać mnie od lektury powyższej książki. Jednak mam wrażenie, że z jednej strony byłabym po prostu nudna, a z drugiej zepsułabym Wam radość z lektury, jeżeli zdecydowalibyście się sięgnąć po tą powieść - zwyczajnie mogłabym zdradzić za dużo przez moje gadulstwo. Na koniec jedynie dodam, że ta książka w moim przypadku, jak na razie bije na głowę wszystkie powieści typu "Gra o tron", czy "Władca pierścieni" i inne tego typu książki. I już nie dziwię się, że ta seria jest tak trudno dostępna w papierowej postaci. Mam jednak nadzieję, że wydawnictwo zrobi kiedyś dodruk, dzięki czemu będę mogła zaopatrzyć się w papierową wersje książek z tej serii.
Dajcie znać jeżeli czytaliście "Z mgły zrodzonego". Chętnie bym o nim z kimś porozmawiała bez bania się, że komuś zdradzę zbyt wiele z fabuły.
Natalia

Komentarze
Prześlij komentarz